Because... WHY eat?


Na imię jej było Porażka
Wydarzenia ostatnich miesięcy najłatwiej byłoby opisac jednym słowem: p o r a ż k a. Trudno mi o tym pisać, ale skoro już tu jestem.. Zawaliłam dietę, zawaliłam bieganie, nie zdobyłam go. Skończyłam nie tylko z dodatkowymi kilogramami, ale i ze złamanym sercem.
Oczywiście dietę i bieganie zacznę od nowa - w końcu idzie Nowy Rok, więc trzeba wykorzystać okazję, którą daje psychologiczna granica i wprowadzić w życie nowe stare postanowienia. Ale najwięcej czasu zajmie mi getting over him.



vicious 2011-12-26 00:35:20
skomentuj (0)
Relacja z ostatnich dni
W czwartek i piątek dietę spieprzyłam. W piątek przynajmniej biegałam 1,5h. W sobotę za to cały dzień nic nie jadłam. Boli mnie od wczoraj głowa i kiepsko się czuję - nie wiem, czy to z tego powodu... Dziś, aby trohę lepiej się poczuć, zadłam śniadanie. Ale planuję nie szaleć zbyt z kaloriami.

Trening (bieganie):

7.09. (środa): 1,5h
8.09. (czwartek): -
9.09. (piątek): 1,5h
10.09. (sobota): -

Wrócę później napisać coś więcej.
vicious 2011-09-11 11:26:18
skomentuj (2)
Boom!
No właśnie, boom! Wczoraj po nieudanym dietowo dniu dostałam nowy zastrzyk motywacji i zamiast planowych 30 minut biegania, wykonałam 1,5h biegania + 30 minut ćwiczeń:) A już prawie zapomniałam 'how good it feels'...:) Takiego poczucia satysfakcji, jak udana dieta czy porządny trening, nie daje chyba nic.

Postanowiłam zaplanowć sobie w związku z tym trening na najbliższy miesiąc (od 8.09. do 7.10.). Muszę biegać przynajmniej 30 minut każdego dnia, czyli łącznie 30x30min=900min=15h. Mam nadzieję, że wyrobię więcej, ale to jest dolna granica, obowiązkowe minimum.

Anyway, Imma kick her sorry ass real soon!



vicious 2011-09-08 11:00:57
skomentuj (1)
Just do it, bitch!
Czuję się gruba, głupia, brzydka i beznadziejna. W piątek muszę oddać pracę, więc teraz trochę nad nią muszę pozdychać. W sobotę mam zebranie, na którym będę się musiała trochę poprodukować, więc muszę zdobyć trochę pewności siebie... Dlatego głodówka będzie w piątek, a od jutra zaczynam dietę dukana. Tej jeszcze nie stosowałam. Jutro w związku z tym jem tylko nabiał, najlepiej chudy. 1200kcal - górny limit. Czyli:
-1 serek wiejski
-1 kefir 2%
-2 kefiry 0%
-1 ser biały chudy
-2 kawy z mlekiem 0%.

Przynajmniej 30 min biegania plus dodatkowe ćwiczenia.

Dziś też minimum 30 minut biegania. Do roboty! A nie siedzieć na zadku 24h!


Just fuckin do it!





vicious 2011-09-07 22:51:04
skomentuj (0)
Just what you want to be you will be in the end
No cóż, dumna z siebie nie jestem. Jak już pisałam, łatwiej mi jest nie jeść nic cały dzień niż zjeść tylko trochę i przestać. Wczoraj trochę za dużo, dziś dużo za dużo. Boję się, że po dwóch dniach głodówki jedzenie w okolicach 1500kcal sprawi, że szybko odzyskam utracone kg i to z nawiązką:(( Ale już planuję kolejne dni bez jedzenia. Na pewno będzie to najbliższa sobota. Jeszcze tylko więcej ruchu by się przydało, a ja zrobiłam się taka leniwa... Lenistwo jest ohydne. Dziś przynajmniej trochę się nasprzątałam, ale sumienie mnie gryzie, że nie biegam. Zastanawiam się co by tu jutro zjeść, żeby wyszło jak najmniej kalorii, tłuszczu i węglowodanów. Wszystko ma tak dużo kalorii, że aż mnie to przeraża. A ja tak bardzo chcę znów ważyć maksymalnie 49kg. Powinnam sobie wyznaczyć jakieś konkretne cele wagowe. W takim razie pierwszy cel - do końca września zrzucić 5kg. Mam na to równo 25 dni, czyli 5 dni na zrzucenie 1kg - spokojnie do wykonania. Kolejny cel wyznaczę, gdy ten zostanie osiągnięty. Musi mi się udać!

Failure is not an option!



Późnym wieczorem urządziłam sobie 30-minutowy jogging i kilka drobnych ćwiczeń. Bardzo powoli, ale wszystko zmierza w dobrą stronę. Największą motywacją jest teraz dla mnie facet, za którym szaleję. Wiem, że się lubimy, ale sytuacja jest niesamowicie skomplikowana... A kiedy sytuacja jest skomplikowana, trzeba mieć czym kusić. A żeby mieć czym kusić, trzeba nad sobą popracować. Jeżeli sukces w tej dziedzinie ma mnie kosztować kilkanaście godzin biegania w miesiącu i trochę burczenia w brzuchu, to naprawdę nie ma się tu nad czym zastanawiać. Prosty wybór: facet, którego kocham czy jedzenie? Będę sobie zadawać to pytanie za każdym razem, gdy będę miała ochotę się nażreć.



right now you're the only thing that's making any sense to me
And I don't give a damn what they say, or what they think think
Cause you're the only one who's on my mind
I'll never ever let you leave... me
I'll try to stop time for ever, never wanna hear you say goodbye





And I’m a little bit lost without you, and I’m a bloody big mess inside.






vicious 2011-09-06 02:16:07
skomentuj (0)
Na dobrej drodze
I tak przez ostatnie 2 dni straciłam 4 kg!:o Trzeba to kiedyś powtórzyć:) Zamierzam również znów zacząć biegać, najlepiej codziennie. Głodówkę zastosowałam głównie po to, aby odzyskać kontrolę i silną wolę, skoncentrować się na odchudzaniu i przy okazji zmniejszyć żołądek. Teraz już mam zupełnie inne nastawienie niż 2 dni temu. Jestem gotowa na poważne odchudzanie.


vicious 2011-09-04 10:17:55
skomentuj (0)
Pierdolę, nie jem dalej.
Dziś znów nic nie jadłam. Drobne zawroty głowy, ból głowy, mdłości. Jutro zjem cokolwiek, aby lepiej się czuć, ale postaram się, aby nie było tego za wiele. Jestem z siebie zadowolona - nie sądziłam, że wytrzymam 2 dni bez niczego. Nie próbujcie naśladować.

It's all about control.


vicious 2011-09-03 23:50:43
skomentuj (0)
Pierdolę, nie jem.
A więc jednak coś mi się w życiu udaje. Nic dziś nie jadłam. Jakimś cudem waga pokazuje 1kg mniej niż rano. Tak więc postanowiłam: jutro też nic nie jem. Może wreszcie schudnę. Chociaż na tyle, aby moje odbicie w lustrze nie przyprawiało mnie o mdłości. Nawet nie było to takie trudne. Głód zwalczam kawą, pepsi max i papierosami. Nie jest tak źle. Ale bardzo niezdrowo - proszę, nie róbcie tego sami w domu, ja jestem po prostu bardzo nieszczęśliwa i bardzo zdesperowana. Postaram się jeszcze dziś pobiegać. Zobaczymy co z tego będzie.

I choose to be thin.


vicious 2011-09-02 21:16:05
skomentuj (0)
Gdy będę malutka
Postanowiłam: dziś nic nie jem. Tak będzie ławiej. W innym wypadku, nawet gdy będę się starała ograniczać kalorie, coś może nie wyjść i znów stracę kontrolę. Tak jak tracę ją z dnia na dzień już od dłuższego czasu. I co z tego, że liczę kalorie codziennie od 7 lat, gdy nic za tym nie idzie? Nie mogę już na siebie patrzeć. Ostatnio zobaczyłam swoje odbicie w lustrze i przeżyłam szok. Wyglądam strasznie. Już dawno nie byłam na diecie z prawdziwego zdarzenia. Najwyższy czas.

Niejedzenie to chyba jedyna rzecz, która będzie w stanie odwrócić moją uwagę od rzeczy, ktore wpędzają mnie w depresję. Naprawdę wydaje mi się, że jestem w depresji - snuję się po domu, nie mam na nic siły, żyć mi się nie chce, pracy nie szukam, magisterki nie piszę. Nic poza pustą, beznadziejną egzystencją. Co mi się stało?

Po pierwsze, nadszedł czas, abym wkroczyła już całkiem w dorosłość - skończyła studia, znalazła porządną pracę, zaczęłą się sama utrzymywać. A mnie to wszystko przytłacza... Odnoszę wrażenie, że lata młodości mi gdzieś umknęły, gdyż nawet nie zdążyłam się nimi nacieszyć. Nie nadążam za życiem. Jeszcze nie jestem gotowa na tak wielką odpowiedzialność. A z drugiej strony, nie chcę już mieszkać z rodzicami i chętnie bym się od nich jak najszybciej uniezależniła. Czy to logiczne?

Po drugie, widzę, że coś złego dzieje się z naszym krajem. Mam przeczucie, że rządzą nami ludzie, którzy nie reprezentują naszych interesów. Może mi się wydaje... Ale lepiej nie żyje się ani mojej rodzinie, ani nikomu z moich znajomych...

Po trzecie, i to chyba jest główną przyczyną mojej depresji, facet, którego poznałam kilka miesięcy temu. Kilka ładnych lat starszy ode mnie, ale nigdy nie odczuwam tej różnicy. Na początku nie chciałam go traktować jako potencjalnego kandydata na chłopaka, gdyż bałam się, że jestem dla niego za młoda i niewystarczająco dobra, więc postanowiłam o nim nie myśleć w ten sposób. Ale to, jak on mnie zaczął traktować, zmieniło moje nastawienie. Zaangażowałam się. I wtedy, jeżeli coś było na rzeczy, to i tak się popsuło. Przez byłą. Teraz już zupełnie nie wiem na czym stoję. Nigdy wcześniej tak silnego uczucia nie doznałam. I jestem zawieszona w przestrzeni. I w bólu. W bólu, którego nie można ukoić potokiem łez. Łzy rzadko się pojawiają. A ból jest stały. Czasem tylko staje się jeszcze silniejszy. Czy jestem głupia, że wciąż mam nadzieję, że choć raz w życiu mi się uda? Bo na co mi szczęscie w kartach?

Może gdy będę malutka, on zauważy.





vicious 2011-09-02 02:16:59
skomentuj (0)
Motyl w skórze wieloryba
Za rzadko tu bywam. Ale moje już prawie "dorosłe" życie pochłania tyle czasu, że nie mam go w ogóle dla siebie. Tak prawdę mówiąc, nie znoszę "dorosłego" życia. Niby zawsze byłam dojrzała jak na swój wiek, i pewnie nadal jestem dojrzalsza od swoich "normalnych" rówieśniczek, ale tak tęsknię za tym wszystkim, co wiązało się z życiem nastolatki: brak ponoszenia odpowiedzialności, beztroska, wolność, nieświadomość, ignorancja. Jednak z tym wszystkim było łatwiej. Chociaż trzeba pamiętać, że w każdym wieku targamy ze sobą jakiś bagaż problemów, to odnoszę wrażenie, że z wiekiem ten bagaż rośnie wciąż i rośnie, i osiąga niesamowite rozmiary. Pewnie dlatego wciąż tu powracam. Dlatego, że na dobrą sprawę nigdy nie wyleczyłam się z anoreksji - coś we mnie pękło, nie mogłam wytrzymać presji otoczenia i stwierdziłam, że łatwiej będzie się najeść, przynajmniej wszyscy dadzą mi spokój. Ale od kiedy wszyscy dali mi spokój, ten głos w mojej głowie mi go znów nie daje. I tym razem mówi, że skoro mam znów everybody's "ok", aby się odchudzać, trzeba to wykorzystać. I tym razem już nie będzie mi zależało na zdrowiu, bo choć wtedy doprowadziłam się do poważnego stanu (uświadomiłam to sobie dopiero niedawno, patrząc na zdjęcia z "najchudszego" okresu) to jednak miałam w głowie ten drugi głos, który krzyczał, że coś jest nie tak i że moje działania mogą mieć poważne konsekwencje. A teraz? Teraz jestem już tak zmęczona byciem znów tą grubą - może nie najgrubszą, ale do najchudszej mi daleko - że wszystkie skutki uboczne wydają mi się obojętne. Chyba EDs stały się moim sposobem na życie, moim równoległym światem, w którym rządzę ja (albo i nie ja?). A anoreksji okropnie mi brakuje. Gdy nie robię wszystkiego, żeby schudnąć, czuję się, jakbym nie była sobą. Wraz z uśpieniem anoreksji uśpiona została moja tożsamość - czuję się jakby mi ją odebrano. Chcę moją tożsamość z powrotem. Desperacko pragnę znów uruchomić wszelkie środki prowadzące do tego idealnego stanu, którym jest chudość. Teraz to pragnienie ma również wymiar duchowy, w takim samym stopniu jak estetyczny. To jest stan, dzięki któremu czuję się spełniona i wartościowa, a jadnocześnie wyjątkowa, wyróżniona wśród tłumu.





Ostatnio, wciąż zmagając się z zachowaniami bulimicznymi, powracam jakby na dawną drogę. Daleko mi do prowadzenia głodówek, ale stosuję sobie dietę 600kcal przez kilka dni - ostatnio zaczęłam, po 5 dniach trochę narozrabiałam, ale 5 dni było i w efekcie 2kg poszło! Klasyczny związek przyczynowo-skutkowy: jem mniej niż spalam -> chudnę. Tak, to takie proste, wystarczy przestrzegać. Dziś jak zobaczyłam 2kg mniej na wadze, oczy mi się zaświeciły. Złapałam przynętę. Na razie jestem chora, więc biegać nie polecę, ale robię jakieś drobne ćwiczenia w domu, w końcu mam pokój pełen "narzędzi tortur": stepper, trampolina, kołyska, agrafka, hantle.. nic tylko ćwiczyć! Do tego biorę sobie starą, dobrą L-karnitynę i już czuję się trochę bardziej jak dawna ja.

Ogarniam też trochę w moim pokoju, bo zdaje się, że przy buli wszystko staje się chaotyczne - oprócz wszystkiego co robię, również najbliższe otoczenie. Gdy miałam anę - rzeczywiście wszystko było pod linijkę. Także wszystko wraca do normy. Cieszę się że wraca, choć tym "normalnym" może się to wydawać dziwne, ale gdy nie mam any to nie mam już nic.
vicious 2010-06-02 01:06:21
skomentuj (5)

-
Content by vicious

Wpisz się
do księgi


Linki

Będą idealne
marchewkany
Ew.
serce-popielniczka

ThiNSpO
Supermodels Ta stronka była ze mną od początku
SkinniMinni Thinspo Dużo dobrych fotek
Pro-thinspo Spory wybór
Thinspo w Photobucket Kopalnia chudych fotek




Archiwum

2011
grudzień
wrzesień
2010
czerwiec
marzec
2009
listopad
październik
czerwiec
maj
kwiecień
2008
maj
marzec
luty
styczeń
2007
listopad
sierpień
lipiec
marzec
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec


blog.pl