vicious blog

Twój nowy blog

A ja jak zwykle odchudzam się:)) haha. Tym razem nawet nieźle idzie. Schudłam ok 8kg. Biegam godzinę dziennie, chyba że jestem cały dzień w robocie…:/ Motywacji szukam na blogach, gdzie są zdjęcia gwiazd, np. 
http://gwiazdynews.blogspot.com/
. Pomaga!:)

 

Pozdro:))

W odchudzaniu potężnym narzędziem jest relatywizacja. Niestety może ona zadziałać zarówno na naszą korzyść lub niekorzyść. U mnie na przykład wygląda to tak, że muszę dziś wykonać przynajmniej tyle ćwiczeń, ile zrobiłam wczoraj, albo ciut więcej. Gdy wykonam mniej niż wczoraj, odczuwam niezadowolenie. To jest bardzo pomocne, bo punktem odniesienia stają się sukcesy, które odniosłam w niedalekiej przeszłości i te sukcesy procentują również na przyszłość. Ale! Czasem zdarza się taki zbieg okoliczności, że np. jestem przetrenowana, albo chora, albo nie miałam wystarczającej ilości czasu na równie długi trening, co dzień wcześniej i wtedy umysł zaczyna relatywizować – „jeżeli dziś było tylko 45 minut zamiast półtorej godziny, to jutro godzina wystarczy”. I już zamiast 1,5h treningu kolejnego dnia robi się 1h. Bardzo niebezpieczne. Ale jeszcze gorzej jest z dietą. Pamiętam z dawnych czasów, kiedy fantastycznie radziłam sobie z NIEJEDZENIEM, przyjmowana dzienna dawka kalorii mogła szybko wzrosnąć ze względu na jedną wpadkę. Np. przez 15 dni jadłam max 750 kcal, ale raz się nie udało i było 1500. To kolejne dni już cieszyły, gdy miałam poniżej 1500, a nie poniżej 750.. Może trochę przesadzam, ale tak to dla mnie działa. Tak więc celem na kolejne MIESIĄCE jest RELATYWIZACJA POZYTYWNA, czyli jeśli wczoraj miałam 1200 kcal, to jutro może być tylko 1200 lub mniej. Jeśli wczoraj biegałam 1h 15min, to jutro musi być przynajmniej tyle samo. Nie równamy w górę, jeśli chodzi o kalorie, nie równamy w dół, jaśli chodzi o trening.
Plan na jutro:
max. 1200 kcal.
min. 1h 10min biegania.
Jestem optymistką. Czuję, że tym razem mi się uda. Udaje mi się chudnąć i być konsekwentną. Uda mi się też zawrócić w głowie facetowi, którego sobie upatrzyłam:)
Much needed thinspo:
Ile razy można zaczynać od nowa? Miejmy nadzieję, że tym razem już doprowadzę sprawę do końca. Sytuacja wygląda tak: od ponad miesiąca dużo sportu, od miesiąca chodzę na fitness – bieżnia, orbitrek, stepper. Bardzo poprawiłam swoją kondycję i jestem na dobrej drodze do poważniejszego chudnięcia. Muszę zmniejszyć ilość przyjmowanych kalorii i będzie git, bo na szczęście usunięcie z diety tuczących świństw mam już za sobą. W ciągu najbliższych dni mam zamiar zakupić Term Line, który zawsze mi pomagał w przeszłości.
Mam pewnego faceta na oku, ale raczej nic poważnego z tego nie będzie, nastawiam się raczej na fun:) Na razie pracuję nad wyglądem, a już niedługo wypróbuję na nim swoją nową odsłonę.
No i nowość zupełna: trochę się wytatuowałam:) zupełnie niespodziewanie… Na przedramionach czarne gwiazdki (kontury grubsze i cieńsze bez wypełnienia), na lewym ramieniu czerwona róża, a pod nią niebieski diament. Nie zrobiłam oczywiście wszystkiego za jednym razem, ale to rzeczywiście wciąga i mam już ochotę na kolejne. Wiem, że zostaną na całe życie, ale trudno. Jest to dla mnie kolejny sposób na odreagowanie i radzenie sobie z otaczająca mnie rzeczywistością.
Plany na najbliższą przyszłość? Przede wszystkim utrzymać poziom wysportowania, jaki udało mi się osiągnąć, zmniejszyć posiłki, poprawić wygląd (również skóra i włosy), zwrócić na siebie uwagę faceta, o którym wspomniałam:)
Teraz thinspo time:

Wydarzenia ostatnich miesięcy najłatwiej byłoby opisac jednym słowem: p o r a ż k a. Trudno mi o tym pisać, ale skoro już tu jestem.. Zawaliłam dietę, zawaliłam bieganie, nie zdobyłam go. Skończyłam nie tylko z dodatkowymi kilogramami, ale i ze złamanym sercem.
Oczywiście dietę i bieganie zacznę od nowa – w końcu idzie Nowy Rok, więc trzeba wykorzystać okazję, którą daje psychologiczna granica i wprowadzić w życie nowe stare postanowienia. Ale najwięcej czasu zajmie mi getting over him.

W czwartek i piątek dietę spieprzyłam. W piątek przynajmniej biegałam 1,5h. W sobotę za to cały dzień nic nie jadłam. Boli mnie od wczoraj głowa i kiepsko się czuję – nie wiem, czy to z tego powodu… Dziś, aby trohę lepiej się poczuć, zadłam śniadanie. Ale planuję nie szaleć zbyt z kaloriami.

Trening (bieganie):

7.09. (środa): 1,5h
8.09. (czwartek): -
9.09. (piątek): 1,5h
10.09. (sobota): -

Wrócę później napisać coś więcej.

Boom!

1 komentarz

No właśnie, boom! Wczoraj po nieudanym dietowo dniu dostałam nowy zastrzyk motywacji i zamiast planowych 30 minut biegania, wykonałam 1,5h biegania + 30 minut ćwiczeń:) A już prawie zapomniałam ‚how good it feels’…:) Takiego poczucia satysfakcji, jak udana dieta czy porządny trening, nie daje chyba nic.

Postanowiłam zaplanowć sobie w związku z tym trening na najbliższy miesiąc (od 8.09. do 7.10.). Muszę biegać przynajmniej 30 minut każdego dnia, czyli łącznie 30x30min=900min=15h. Mam nadzieję, że wyrobię więcej, ale to jest dolna granica, obowiązkowe minimum.

Anyway, Imma kick her sorry ass real soon!

Czuję się gruba, głupia, brzydka i beznadziejna. W piątek muszę oddać pracę, więc teraz trochę nad nią muszę pozdychać. W sobotę mam zebranie, na którym będę się musiała trochę poprodukować, więc muszę zdobyć trochę pewności siebie… Dlatego głodówka będzie w piątek, a od jutra zaczynam dietę dukana. Tej jeszcze nie stosowałam. Jutro w związku z tym jem tylko nabiał, najlepiej chudy. 1200kcal – górny limit. Czyli:
-1 serek wiejski
-1 kefir 2%
-2 kefiry 0%
-1 ser biały chudy
-2 kawy z mlekiem 0%.

Przynajmniej 30 min biegania plus dodatkowe ćwiczenia.

Dziś też minimum 30 minut biegania. Do roboty! A nie siedzieć na zadku 24h!


Just fuckin do it!

No cóż, dumna z siebie nie jestem. Jak już pisałam, łatwiej mi jest nie jeść nic cały dzień niż zjeść tylko trochę i przestać. Wczoraj trochę za dużo, dziś dużo za dużo. Boję się, że po dwóch dniach głodówki jedzenie w okolicach 1500kcal sprawi, że szybko odzyskam utracone kg i to z nawiązką:(( Ale już planuję kolejne dni bez jedzenia. Na pewno będzie to najbliższa sobota. Jeszcze tylko więcej ruchu by się przydało, a ja zrobiłam się taka leniwa… Lenistwo jest ohydne. Dziś przynajmniej trochę się nasprzątałam, ale sumienie mnie gryzie, że nie biegam. Zastanawiam się co by tu jutro zjeść, żeby wyszło jak najmniej kalorii, tłuszczu i węglowodanów. Wszystko ma tak dużo kalorii, że aż mnie to przeraża. A ja tak bardzo chcę znów ważyć maksymalnie 49kg. Powinnam sobie wyznaczyć jakieś konkretne cele wagowe. W takim razie pierwszy cel – do końca września zrzucić 5kg. Mam na to równo 25 dni, czyli 5 dni na zrzucenie 1kg – spokojnie do wykonania. Kolejny cel wyznaczę, gdy ten zostanie osiągnięty. Musi mi się udać!

Failure is not an option!

Późnym wieczorem urządziłam sobie 30-minutowy jogging i kilka drobnych ćwiczeń. Bardzo powoli, ale wszystko zmierza w dobrą stronę. Największą motywacją jest teraz dla mnie facet, za którym szaleję. Wiem, że się lubimy, ale sytuacja jest niesamowicie skomplikowana… A kiedy sytuacja jest skomplikowana, trzeba mieć czym kusić. A żeby mieć czym kusić, trzeba nad sobą popracować. Jeżeli sukces w tej dziedzinie ma mnie kosztować kilkanaście godzin biegania w miesiącu i trochę burczenia w brzuchu, to naprawdę nie ma się tu nad czym zastanawiać. Prosty wybór: facet, którego kocham czy jedzenie? Będę sobie zadawać to pytanie za każdym razem, gdy będę miała ochotę się nażreć.

right now you’re the only thing that’s making any sense to me
And I don’t give a damn what they say, or what they think think
Cause you’re the only one who’s on my mind
I’ll never ever let you leave… me
I’ll try to stop time for ever, never wanna hear you say goodbye

And I’m a little bit lost without you, and I’m a bloody big mess inside.

I tak przez ostatnie 2 dni straciłam 4 kg!:o Trzeba to kiedyś powtórzyć:) Zamierzam również znów zacząć biegać, najlepiej codziennie. Głodówkę zastosowałam głównie po to, aby odzyskać kontrolę i silną wolę, skoncentrować się na odchudzaniu i przy okazji zmniejszyć żołądek. Teraz już mam zupełnie inne nastawienie niż 2 dni temu. Jestem gotowa na poważne odchudzanie.

Dziś znów nic nie jadłam. Drobne zawroty głowy, ból głowy, mdłości. Jutro zjem cokolwiek, aby lepiej się czuć, ale postaram się, aby nie było tego za wiele. Jestem z siebie zadowolona – nie sądziłam, że wytrzymam 2 dni bez niczego. Nie próbujcie naśladować.

It’s all about control.


  • RSS